alicante4

Po pierwszej miniemeryturze czyli wypoczynek poziom master

Wstęp

W poprzednim artykule http://www.marcinmuras.com/moja-pierwsza-miniemerytura/ pisałem jak zdecydowaliśmy się na naszą pierwszą miniemeryturę.

W skrócie. Jak większość z nas sporo „fantazjowaliśmy“ z Anią o długich podróżach, zwiedzaniu świata, posiadaniu dużo wolnego czasu i możliwości jego dowolnego dysponowania. Gdy udało się nam wypracować już taką możliwość nadal popełnialiśmy klasyczny błąd odkładania „na później“ albo „do emerytury“.

W którymś momencie zrozumieliśmy (m.in. dzięki książce 4 godzinny tydzień pracy Tima Ferrisa), że problem leży w naszej głowie. Choroba „odkładania wszystkiego na później“ dotyka większości ludzi. Wynika m.in. z błędnego postrzegania emerytury jako ostatecznego „odkupienia“. Wynika też ze zwykłego strachu, obaw, wymówek czy szukaniu ciągle „lepszego momentu“ (który nigdy nie przyjdzie).

W końcu zdecydowaliśmy się na pierwszą miniemeryturę z biletem w jedną stronę. Oprócz oczywistych rzeczy jak zwiedzanie i wypoczynek miniemerytura była pretekstem aby  zweryfikować i przetestować swoje fantazje i marzenia związane z długim podróżowaniem. Ale nie tylko. Miniemerytura była zwieńczeniem pewnych zmian aby przestać w końcu odkładać na później i zacząć być bardziej proaktywnym. Chcieliśmy też trochę uciec od codzienności.

Cały wyjazd był dla nas jednym wielkim eksperymentem. Tutaj opisuję jego wyniki, najważniejsze wnioski i kilka dodatkowych przemyśleń.

Artykuł polecam wszystkim, których dogania i gniecie monotonia codzienności bez względu na to czy prowadzą swój bizne czy pracują „na etacie”. Doczytajcie do końca. Są tam najlepsze wnioski i film.

Miejsce nie ma znaczenia

Nie jest to blog podróżniczy więc informacje typowo turystyczne ograniczę do minimum. Wyjechaliśmy do hiszpanii do Alicante w regionie Costa Blanca. Miejsce było genialne. Magiczne. W okolicy mieliśmy niesamowite widoki. Góry łączące się z morzem plus piękna pogoda to wszystko czego potrzebowaliśmy. Tyle informacji powinno Ci wystarczyć. To gdzie byliśmy i to gdzie Ty zdecydujesz się na swój wyjazd nie ma żadnego znaczenia! Wybierz miejsce o którym marzysz i fantazjujesz.

Długość ma znaczenie

Nie wiedzieliśmy czego po takim wyjeździe się spodziewać. Wstępnie deklarowaliśmy sobie w głowie wyjazd na 1 miesiąc. Ostatecznie trwał 1,5 miesiąca.

Ten wyjazd nie był podobny do żadnego z dotychczasowych. Na dzień dobry dało się odczuć fajną rzecz. Nie przejmowaliśmy się czasem bo mieliśmy go wystarczająco dużo. Dawało to fajne poczucie wolności i odprężenia jeśli chodzi o zwiedzanie. “Jak nie dzisiaj to za tydzień”. Na “zwykłych” wyjazdach brakuje takiego komfortu. Przeważnie trzeba się spieszyć jeśli chcesz cokolwiek zobaczyć. Tutaj w gratisie dostajesz trochę luzu.

Całe życie w 20 kg

To jest dziwne uczucie gdy okazuje się, że wszystko czego potrzebujesz do życia mieści się w jednej walizce. To co mieliśmy wystarczyłoby spokojnie na rok i dłużej. No dobra do tych 20 kg trzeba doliczyć jeszcze rower (który kupiliśmy na miejscu) i torbę podręczną z dwoma laptopami. Ale to naprawdę wszystko co potrzebujesz aby funkcjonować.

Potwierdza się to o czym pisał Tim Ferris. Bierz tylko najważniejsze rzeczy. Im mniej tym lepiej. Sztuka pakowania to sztuka pozbycia się stresu “co zabrać”, “a co jeśli zabraknie” i brania na zapas (czyli znów chodzi o Twoją głowę). Przez 1,5 miesiąca nie brakowało niczego czego nie kupilibyśmy na rogu w chińskim markecie za kilka euro.

Było intensywnie dzięki rowerowi

Nie należymy z Anią do osób, które lubią jakoś specjalnie długo “leżakować”. Dosyć szybko zaczyna nas “nosić”.

Zaraz po przybyciu na miejsce kupiliśmy rowery aby bez przeszkód poruszać się po okolicy. Nie przypuszczaliśmy jednak, że przez 1,5 miesiąca stanie się to nasz podstawowy środek lokomocji (obok tramwaju).

Praktycznie każde zwiedzanie oznaczało 30-50 kilometrowe „przejażdżki“. Aby coś zobaczyć musieliśmy nieźle się namęczyć. Dawało to super satysfakcję (jeśli chodzisz po górach, biegasz lub uprawiasz intensywnie sport to wiesz o czym mówię -„euforia biegacza“ po dużym wysiłku fizycznym). Na koniec takiego wysiłku dostawaliśmy jeszcze nagrodę w postaci nowego miejsca i zajebistych widoków. To połączenie zmęczenia i pięknej okolicy było fenomenalne. Była to jedna z najlepszych części wyjazdu.

W sumie przebyliśmy na rowerze ponad 560 km. I to po górzystym terenie. Nigdy nie miałem jeszcze takiej kondycji rowerowej jak teraz :) Wróciłem też o 4 kilogramy lżejszy!

endomondo-miniemerytura

Podsumowując. Auto by nas pewnie trochę rozleniwiło. Pieszo nie zobaczylibyśmy aż tyle. Rower okazał się najlepszym środkiem lokomocji. Jeśli chcesz w pełni korzystać z tego czy innego wyjazdu nie popełniaj błędu i nie zamieniaj domowej kanapy na plażowy leżak (oczywiście takie nic nie robienie jest od czasu do czasu niezbędne do „naostrzenia piły“ ale trzeba umieć zachować równowagę)

Sorry, taki mamy klimat

Chcieliśmy sprawdzić czy mieszkanie w ciepłym kraju coś zmienia? Czy jest “fajne”?

No kurcze jest fajne!

Jesteśmy z Anią osobami ciepłolubnymi więc możliwość zjedzenia śniadania na tarasie z widokiem na morze w listopadzie w krótkim rękawku jest bezcenne. Od początku celowaliśmy w mieszkanie z dużym tarasem. Udało się coś takiego znaleźć i przez 1,5 miesiąca nasze życie prowadziliśmy w sumie na zewnątrz :)

Cieplejszy klimat daje też większe możliwości organizowania sobie wolnego czasu (wycieczki, rower, woda itp.). Do tego dzień jest dłuższy, a słońce pozwala szybciej się odprężyć.

Wydaje mi się, że życie w Polsce, ludzie i ich nawyki mogłyby wyglądać inaczej gdybyśmy mieli hiszpański klimat. Może bylibyśmy bardziej przyjaznym i otwartym krajem?

Lepiej doświadczać niż mieć

Chcieliśmy sprawdzić czy warto mieć dom lub mieszkanie w ciepłym kraju?

Cały czas chodzi mi po głowie wykład Jacka Walkiewicza, w którym mówi, że najlepszy sposób aby wyleczyć się z posiadania kampera to go kupić. W poprzednim artykule pisałem, że jest inna droga do tego typu rzeczy. Zamiast kupować możesz to „coś“ wynająć.

Ten wyjazd w sporym stopniu wyleczył nas z chęci (bardziej z fantazji) posiadania “własnego domu w ciepłym kraju”. Pewnie wiele osób ma podobne fantazje (takie emerytalne odkupienie).

Ciężko mi znaleźć jakieś argumenty aby kupować dom czy mieszkanie w ciepłym kraju na własność jeśli nie zamierzasz się tam przeprowadzać na stałe (lub chociażby mieszkać większą część roku). Dużo prościej i taniej jest wynajmować nawet na dłuższe okresy. Przecież taki dom przez większą część roku i tak stoi pusty. Na świecie jest tyle do zobaczenia, że przywiązywanie się do jednego miejsca jest nielogiczne.

To jedno doświadczenie potwierdza mi, że warto „testować“. Jeśli następnym razem zapragniesz czegoś takiego zastanów się czy na pewno kupno (i czekanie na to coś latami) to najlepsza droga. Wynajmuj i testuj już teraz. Lepiej “doświadczać” niż “mieć”.

Poniższy filmik świetnie oddaje potrzebę testowania fantazji :)

Praca zdalna

Chcieliśmy sprawdzić jak będzie się nam pracowało w innym miejscu? Czy rzeczywiście da się prowadzić firmę zdalnie ze świadomością, że nie możesz się fizycznie spotkać?

W poprzednim artykule wspomniałem, że zdalnie pracowaliśmy już od dłuższego czasu i to w różnych miejscach. Tutaj nie odczuliśmy więc praktycznie żadnej zmiany jeśli chodzi o miejsce pracy. Nadal uważam, że jeśli tylko jesteś dobrze zorganizowany to możesz pracować z dowolnego miejsca.

Przez te 1,5 miesiąca odległość i brak możliwości normalnych spotkań nie grała też większej roli. Jednak wydaje mi się, że np. po 6 miesiącach mogłaby zacząć grać. Wynikało by to jednak z „dobrych praktyk zarządzania“, które wymagają aby co jakiś czas po prostu pogadać ze swoim zespołem w cztery oczy. Na to jednak też znajdzie się pewnie jakiś sposób.

Codzienne rutyny i nawyki

Chcieliśmy sprawdzić jak taki wyjazd wpłynie na nasze codzienne rutyny i nawyki. Czy nowe miejsce przyczyni się do zmiany?

Taki wyjazd zmienia niektóre nasze codzienne rutyny ale nie zmienia nawyków.

Rutyny wiązane z pracą pozostały praktycznie bez zmian. Podczas wyjazdu normalnie pracowaliśmy więc mieliśmy te same zadania, problemy do rozwiązania, emocje i stresy. Zmiana miejsca nie miała tutaj żadnego znaczenia. Co najwyżej można było szybciej odreagować wychodząc na plażę.

Siłą rzeczy najwięcej zmieniło się rutyn związanych ze spędzaniem wolnego czasu. Byliśmy w nowym pięknym miejscu więc chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. W sumie na 45 dni pobytu spędziliśmy tylko kilka wieczorów w domu. A i to było związane głównie z tym, że w te dni padało.

Podsumowując. Na takim wyjeździe Twój dzień będzie pewnie wyglądał inaczej (inne rutyny) ale nie licz, że dzięki temu zmienisz (na stałe) jakieś głęboko zakorzenione nawyki. Nawyki są w głowie (znowu) i do ich zmiany musisz podejść bardzo świadomie. Potrzeba tam Twojej woli. Przykładowo jeśli w domu przeważnie leżałeś na kanapie (nawyk) to po powrocie z takiego wyjazdu pewnie nadal będziesz to robił.

Reset i ładowanie baterii

Chcieliśmy sprawdzić czy taki wyjazd poprawi komfort psychiczny i pozwoli się trochę zrelaksować?

Bez względu na to co robimy (czy prowadzisz biznes czy pracujesz na etacie) każdego z nas dogania i w końcu gniecie szara rzeczywistość i codzienność. To dołujące. Jeśli przez większość życia nic z tym nie zrobisz zgaduję, że staniesz się naprawdę smutnym człowiekiem. Podstawowa zasada i dobra praktyka w zarządzaniu sobą i swoim życiem mówi aby mieć „jeden dwu tygodniowy urlop raz na rok ciągiem“.

Tego typu wyjazd to zintensyfikowanie tej podstawowej zasady aby uzyskać jeszcze lepszy efekt.

Nasz wyjazd nie był typowo wypoczynkowy. Podczas niego normalnie pracowaliśmy. Mimo tego i tak pozwolił zrobić reset, naładować baterie i złapać dystans. Widzieliśmy to bardzo mocno po powrocie. To było niesamowite uczucie. Kompletnie o nim zapomnieliśmy przed wyjazdem.

Już 1,5 miesiąca pozwala zatęsknić za rodziną, znajomymi i znaną nam codziennością. Ludzie są z natury melancholijni i lubią wspominać. Przeszłość zawsze wydaje się lepsza niż smutna teraźniejszość. Taki wyjazd pozwala coś takiego wygenerować. Dzięki temu wraca się do rzeczywistości ze świeżym spojrzeniem i energią do działania.

Po powrocie zrozumieliśmy, że to był prawdziwy cel tego wyjazdu (chociaż na początku tak naprawdę nie byliśmy pewni po co do cholery jedziemy).

Podsumowując. Taki wyjazd pozwala naładować baterie! Zrobić reset! Złapać dystans! Wyjazd genialnie poprawia komfort psychiczny. Jest lepszą wersją 2 tygodniowego urlopu raz do roku! To jest dla mnie chyba najważniejszy wniosek do zapamiętania. Raz na rok rób jeden 2 tygodniowy urlop. Raz na 2-3 lata rób dłuższy minimum miesięczny reset.

Chcesz więcej

Człowiek z natury chce coraz więcej. „Jak dasz palec to chce rękę“. Jednocześnie pierwszy krok zachęca do kolejnych. Nie inaczej było w naszym przypadku.

Nawet coś tak prozaicznego jak 1,5 miesięczny wyjazd spowodował, że chcemy więcej. To wpisuje się w punkt powyżej. Mamy więcej pomysłów i wszystkie one wydają się prostsze.  Otwiera nowe klapki w głowie. Rób jak najczęściej „dziwne rzeczy“. Jak najczęściej uciekaj od codzienności, a będziesz szczęśliwszym człowiekiem. Znów mam wrażenie, że gdzieś o tym kiedyś czytałem ale jakoś nie zwróciłem na to uwagi (większość ludzi potyka się o prawdę, wstaje, otrzepuje i idzie dalej)

Powrót

Chcieliśmy sprawdzić też czy będziemy chcieli zostać dłużej niż pierwotnie zakładany miesiąc? Kiedy zaczniemy myśleć o powrocie?

Ostatecznie wyjazd trwał 1,5 miesiąca. Mogliśmy zostać dłużej. Dlaczego wróciliśmy? W sumie sami nie potrafimy odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony 1,5 miesiąca wydawało nam się „optymalne“. Z drugiej strony czujemy, że było to jeszcze jakieś ograniczenie w naszej głowie i wymówki. Jedną z takich wymówek (bardzo realnych) było to, że dzień zrobił się krótszy. Faktycznie po 18:00 robiło się już ciemno co trochę ograniczało nas w ciągu tygodnia (praktycznie codziennie do 16 pracowaliśmy).

Następnym razem na pewno bardziej świadomie podejdziemy do tematu wyboru terminu i organizacji aby wyeliminować takie głupie wymówki.

Generator pomysłów

Tego typu wyjazd generuje mnóstwo nowych (czasem kompletnie odjechanych) pomysłów. Oto niektóre z nich z krótkim wyjaśnieniem jak powstają w głowie:

  • Przejeżdzasz obok stojących na ulicy kamperów i myślisz sobie jak fajnie byłoby pozwiedzać w ten sposób całą hiszpanię przez kilka miesięcy
  • Wchodzisz na górę z pięknym widokiem, a na dole w zatoce stoją 3 małe jachciki. Myślisz sobie jak fajnie byłoby taki jeden wynająć na kilka dni i popływać tutaj ze znajomymi.
  • Płyniesz sobie na malutką wyspę i myślisz jak super byłoby spędzić tutaj noc lub dwie
  • Widzisz przepływający w porcie wielki prom i od razu chcesz popłynąć na taki rejs.
  • Pracujesz sobie i nagle wpada Ci myśl. A co jeśli wyjechalibyśmy ze znajomymi, z którym wspólnie robilibyśmy jakiś biznes. Wtedy na takim wyjeździe w ciągu dnia można wspólnie rozwijać firmę w pięknych „okolicznościach“, a przez resztę czasu zwiedzać i wspólnie wypoczywać.

Co z tego wynika? Jeśli już wpadnie Ci jakiś pomysł do głowy (nawet jak na pierwszy rzut oka wyda się kompletnie głupi lub nierealny) to zapisz go gdzieś. Za jakiś czas wróć do niego i zastanów się jeszcze raz czy na pewno jest taki nierealny. Pamiętaj „doświadczać“ zamiast „mieć“.

Minusy?

To zadziwiające ale praktycznie żadnych. Być może wynika to z tego, że z natury nie narzekamy za mocno. Nie mamy też dużych oczekiwań.

Ok. W mieszkaniu brakowało trochę wyposażenia, nie było do końca wysprzątane itp. Ale to były niuanse nie mające żadnego znaczenia na całokształt.

Co bym zrobił inaczej

  • Wziąłbym „wolne“ aby jeszcze lepiej się odciąć i wypocząć

    Od początku zdecydowaliśmy się na wyjazd na którym normalnie pracujemy. Nie było źle ale podczas wyjazdu było sporo tematów, które musieliśmy ogarniać. One momentami psuły te pozytywne emocje.

Lekcja na przyszłość jest taka. Jeśli naprawdę chciałbym wypocząć powinienem poinformować wszystkich zainteresowanych (wspólników, zespół, kluczowych klientów, którzy mogą dzwonić, partnerów biznesowych itp.) o tym, że w danym okresie po prostu mnie nie ma (czyli klasyczny urlop). Oczywiście na tak długi okres to mega trudne. Plan B jest prostszy. Połączyłbym taki wyjazd z normalnym dwutygodniowym urlopem (czyli np. miesiąc wyjazdu z pracą i 2 tygodnie na koniec kompletnego nic nie robienia).

  • Wyjechałbym ze znajomymi

    Wiadomo, że jak się dzielisz swoim szczęściem to masz go więcej, nie? Zorganizowanie czegoś takiego z większą liczbą osób wydaje się genialne. Oczywiście wyjazd przyjąłby być może klimat bardziej imprezowy (taki studencki) ale eksperyment nadal jest wart zrobienia.

Co chciałbym zrobić inaczej

  • Wydłużenie wyjazdu do 3 miesięcy. Nie jest to konieczne ale byłoby kolejnym fajnym eksperymentem.
  • Zmiana miejsca w połowie wyjazdu tak  aby zobaczyć więcej (na tym wyjeździe robiliśmy przeprowadzkę ale praktycznie na drugą stronę ulicy)
  • Więcej rozrywek i/lub atrakcji. Ten wyjazd był bardzo intensywny ale głównie za sprawą rowerów. Fajnie byłoby wykorzystać coś jeszcze (skutery, quady, nurkowanie itp.)

Koszty

Przed wyjazdem zastanawialiśmy się ile taki wyjazd będzie ostatecznie i realnie kosztował uwzględniając fakt, że przenosimy na wyjazd wszystkie normalne domowe wydatki?

W większości artykułach o podróżach nie ma słowa o kosztach. Chciałem to opublikować abyście widzieli jak to naprawdę wygląda (choć miałem opory wiedząc, że w Polsce temat pieniędzy to temat tabu).

Wynajem mieszkania: 4450 zł
Przelot: 800 zł (tam) + 1300 zł (z powrotem) = 2100 zł
Transport lotnisko: 100 zł (tam) + 170 zł (z powrotem) = 270 zł
Zakup rowerów na miejscu: 950 zł
Życie na miejscu: 5900 zł (głównie jedzenie, trochę chemii i inne drobne wydatki)
Transport na miejscu (komunikacja miejska): ok. 400 zł
RAZEM: ok. 13000 zł (przy kursie euro w tym czasie ok. 4,3 zł)

Podsumowanie kosztów:

  • Hiszpania jest droga. Wszystko kosztuje 2 razy więcej niż w Polsce. Można wybrać miejsce gdzie życie będzie wielokrotnie tańsze np. Filipiny. Miesięcznie możesz podobno fajnie żyć za 1500 zł (ale jest droższy przelot – dla 2 osób to koszt ok. 6000 zł)
  • Nie szaleliśmy! W restauracjach jedliśmy dosłownie kilka razy. Gotowaliśmy w domu. Kupowaliśmy raczej tańsze produkty niż najlepszej jakości hiszpańskie szyneczki :)
  • Oczywiście górna granica wydatków nie istnieje. Spokojnie dalibyśmy radę wydać na takim wyjeździe wielokrotność tej kwoty jedząc np. w restauracjach czy wynajmując samochód na kilka dni (koszt na 2 dni to 150 euro)
  • Odejmij Twoje normalne 1,5 miesięczne wydatki „na życie” aby uzyskać realny koszt wyjazdu. Będzie oscylował w granicach 10000 zł.
  • Można jeszcze taniej! Jeśli pojechalibyśmy ze znajomymi koszt mieszkania byłby o połowę tańszy czyli efektywny koszt spadłby do ok. 8000 zł. To są już kwoty jakie płaci się za 2 tygodnie dla 2 osób na „all inclusive”!
  • Biorąc pod uwagę czas trwania wyjazdu wygląda to bardzo rozsądnie

FAQ

Z autopsji wiem, że gdy czytałem kiedyś podobne historie to pojawiało się zawsze wiele pytań i wymówek czemu ja miałbym tego nie zrobić. Od razu chciałbym kilka „zdementować” :)

  • Co jeśli nie lubię podróżować?

Co jeśli naprawdę należysz do osób, które nie fantazjują o bezludnej wyspie, raju czy zwiedzaniu świata. Wyjazd to tylko pretekst aby przestać odkładać i coś zmienić. Aby wziąć sprawy w swoje ręce.

Wymyśl cokolwiek innego byle po pracy nie siedzieć na przysłowiowej kanapie i nie narzekać na swój los. Możesz zacząć intensywnie uprawiać jakiś sport. Możesz znaleźć sobie jakieś nowe hobby. Jednak zmiana otoczenia to najlepszy sposób aby „uciec” od codzienności.

  • Co jeśli nie mam firmy?

To nie problem! Nie chodzi o to czy masz czy nie masz firmy ale o to jakie możliwości generujesz sobie w życiu. Własna firma to tylko jedna z dróg. Nie wszyscy jednak muszą mieć firmę i nie wszyscy się do tego nadają.
Widzę co najmniej dwie inne drogi:
1. Możesz pracować w innej firmie i dogadać się na pracę zdalnie (np. na okres wyjazdu)
2. Możesz pracować normalnie i dogadać się na dłuższy bezpłatny urlop (mówiąc pracodawcy od początku, że co 2-3 lata będziesz takie coś potrzebował)

  • Co jeśli nie mam pieniędzy?

Jeśli zarabiasz minimalną krajową nie zorganizujesz takiego wyjazdu (tak samo jak nie pojedziesz na żaden wyjazd z biura podróży). Taka jest brutalna prawda. Jeśli zarabiasz średnią krajową pewnie dasz radę odłożyć w jakimś rozsądnym czasie.

W obu przypadkach problem leży gdzie indziej. Pytania są takie. Dlaczego tyle zarabiam? Co mogę zrobić aby poprawić swoją sytuację? Co zrobiłem w ostatnim tygodniu aby zmienić tą sytuację? Generalnie wszystko sprowadza się do Twoich kwalifikacji.

Ostatnio trafiłem na jakiś raport na temat bezrobocia. Jakiś kosmiczny procent ludzi bez pracy (nie pamiętam było to chyba ponad 60%) odpowiedziało, że „na rynku pracy nie ma ofert dostosowanych do mojego wykształcenia“. Nie wiem czy ktoś tak przygotował pytania ale to absurd. Pytanie i odpowiedź powinna być taka „nie mam wykształcenia, które jest dostosowane do rynku pracy“. Rozumiesz różnicę?

Podsumowanie czyli kilka przemyśleń o co w tym tak naprawdę chodzi

  • Naprawdę polecam tego typu wyjazd! Bez względu na to jak on będzie wyglądał. Czy zamierzasz na nim pracować, leżeć i nic nie robić czy intensywnie zwiedzać. Czy będzie trwał miesiąc, trzy miesiące czy pół roku. To nie ma znaczenia. Taki wyjazd jest zupełnie nowym doświadczeniem niż 2 tygodniowy urlop, który robisz (mam nadzieję) raz do roku. Jest jego lepszą wersją. Jest odświeżający. Pozwala złapać dystans, naładować baterie i zrobić reset. Jest wielką przygodą. Pozwala uciec od szarej rzeczywistości. Pozwala wrócić do niej z nową energią.
  • Wpisz taki wyjazd na swoją listę najlepszych praktyk zarządzania sobą obok standardowego 2 tygodniowego urlopu raz do roku
  • Tego typu wyjazd otwiera klapki w głowie. Generuje nowe (czasem dziwne) pomysły.
  • Rzeczy, które wcześniej wydawały się trudne stają się łatwiejsze.
  • Taki wyjazd pozwala testować swoje fantazje. Im więcej czegoś robimy tym lepiej rozumiemy czego sami chcemy i czy „warto do czegoś dążyć“ (lepiej i bardziej świadomie projektujesz swoje życie)
  • Wysiłek fizyczny to druga najlepsza rzecz jaką możesz sobie dać. To znany banał ale po raz kolejny się o tym przekonałem.
  • Raj na ziemi tak naprawdę nie istnieje.  Jest takie powiedzenie „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma“. Prawdopodobnie w najfajniejszym miejscu zaczniesz się w końcu nudzić. To znów wiąże się z mitem emerytury.
  • Jest mało ważne czy nazwiesz to miniemeryturą czy dłuższym wyjazdem. To tylko pretekst. Chodzi o to abyś zaczął być proaktywny czyli przestał odkładać. Zaczął świadomie projektować swoje życie. Przestał błędnie postrzegać emeryturę jako ostateczne odkupienie i zaczął realizować swoje plany i fantazje tu i teraz. Zacząć przesuwać swoją strefę komfortu. Taki wyjazd, decyzja o nim, organizacja jest trudna emocjonalnie. Wymaga zmian. To po prostu dobra okazja aby taką strefę komfortu przesuwać.
  • Chodzi o wypracowanie sobie więcej możliwości w życiu. Jeśli Twój każdy dzień wygląda dokładnie tak samo i co gorsza nie masz fizycznej możliwości zrobienia czegokolwiek innego niż pójście i wrócenie z pracy tym gorzej dla Ciebie. Pierwszą wskazówką może być dla Ciebie odpowiedź na pytanie „jak spędzam czas po pracy?“. Jeśli siedzisz na kanapie przed TV to warto to zmienić.
  • Sam wyjazd jest „tylko“ pewnego rodzaju formalnością i konsekwencją Twoich wcześniejszych decyzji. Najpierw musisz się uwolnić fizycznie i wygenerować możliwość takiego wyjazdu (trudne i długie). Potem musisz się uwolnić psychiczne (jeszcze trudniejsze ale krótsze). Przygotowanie tego wymaga dużo zmian w życiu na lepsze. (Ok. Jest droga na skróty. Możesz odłożyć kasę i wziąć bezpłatny jedno czy dwu miesięczny urlop. W sumie jeśli naprawdę nie masz opcji na pracę zdalną to taka przygoda jest lepsza niż żadna)
  • Myślenie „doświadczam“ zamiast „mieć“ działa cuda i zmienia perspektywę. Nagle rzeczy bardzo odległe mogą okazać się całkiem realne. Klasyczny przykład – zamiast marzyć całe życie o własnym domu z basenem w ciepłym kraju, które tak naprawdę nie potrzebujesz bo skorzystasz z niego raz na rok po prostu go wynajmij. I nie, nie musisz mieć cioci, wójka czy teścia, który ma taki dom (a często słyszę, że jakbym miał kogoś znajomego to bym jeździł – bzdura)
  • Wszystko zaczyna się i kończy w Twojej głowie. Wszystko powstaje też 2 razy. Najpierw w Twojej głowie, a potem gdy to realizujesz fizycznie
  • Generalnie mam wrażenie, że wyjazd uświadomił mi rzeczy o których można przeczytać i usłyszeć. Czuję się trochę jakbym odkrył koło na nowo i potem jeszcze się nad tym rozwodził na blogu. Trochę to śmieszne nie…

PS. Aby łapać przemyślenia na bieżąco ten artykuł pisałem w ostatnich dniach pobytu w Alicante, w samolocie i w pierwszych kilku dniach po powrocie.

Na koniec krótki film 😉

Oglądaj koniecznie z dźwiękiem!

 

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie pomocny lub ciekawy podziel się nim z innymi i daj mi znać w komentarzu poniżej. To motywuje do dalszego pisania. Dzięki!

 

  • Pawel Antkowiak

    Bardzo inspirujące, dzięki :)