alicante-ksiezyc-i-palmy

Moja pierwsza miniemerytura

Stało się. Po ponad 12 miesiącach przygotowań tych organizacyjnych i psychicznych wyjechaliśmy z Anią na pierwszą miniemeryturę. Może nie jest to jeszcze miniemerytura w 100% gdyż podczas wyjazdu będziemy normalnie pracować ale jest dla nas ważnych krokiem i ciekawym eksperymentem.

O czym będzie artykuł

Chciałbym Wam opowiedzieć historię m.in.:

  • co to jest miniemerytura i jak podejść do jej organizacji
  • dlaczego organizacja miniemerytury zajęła nam ponad rok
  • co było największym wyzwaniem i dlaczego chcieliśmy to zrobić
  • jakie są zalety miniemerytury
  • co miniemerytura ma wspólnego z metodą Lean Startup
  • jakie błędy popełniamy myśląc o tradycyjnej emeryturze

Udanej lektury

Jak do tego doszło?

Jak większość z nas często fantazjowaliśmy z Anią o długich podróżach, zwiedzaniu świata, czy posiadaniu dużo wolnego czasu i możliwości jego dowolnego dysponowania. Większość z nas marzy po prostu o szeroko rozumianej „wolności“. I tak jak u większość z nas marzenia te pozostawały najczęściej w sferze fantazji.

Zawsze znajdowaliśmy dziesiątki wymówek i usprawiedliwień dlaczego nie można czegoś zrobić. “To nie najlepszy moment..”, “Nie teraz…”, “Może później…” Czasami odkładnie przyjmowało formę ekstremalną „Zrobię to na emeryturze“.

Wybudzanie

Jakiś czas temu jednak coś zaczęła się zmieniać. Od 2012 roku rozwijaliśmy już własny projekt, a w 2014 roku uwolniliśmy się od pracy w biurze. Całą historię opisywałem tutaj: http://www.marcinmuras.com/jak-budowalem-startup-czyli-historia-powstania-pewnej-firmy

Zyskaliśmy dużą swobodę w możliwości dysponowania swoim czasem.

Ponad rok temu podczas spaceru zaczęliśmy się z Anią zastanawiać jednak czemu mając tak duże możliwości dysponowania swoim czasem nadal ciągle siedzimy w jednym miejscu (pracujemy konkretnie z domu)? Czemu nie korzystamy z tego wypracowanego przywileju?

To było jak przebudzenie. W tamtym momencie zrozumieliśmy, że zmiana sposobu pracy i nowe możliwości zupełnie nie wpłynęły na to jak organizujemy swoje życie i wypoczynek. Nadal w najlepsze popełnialiśmy te same błędy odkładając wszystko na później (lub co gorsza do emerytury).

Tamtego dnia ziarenko zostało jednak zasiane.

Miniemerytura

Kilka miesięcy później przeczytałem książkę “4 godzinny tydzień pracy” Timothego Ferrisa. Książka opisywała w sporej części koncepcje jakie przypadkiem zdążyliśmy stosować podczas rozwijania UpMenu. Automatyzacja oparta na outsourcingu, zdalnym zarządzaniu i niepodejmowaniu decyzji czy eliminacja polegająca na unikaniu pracy dla samej pracy i wykonywaniu niezbędnego minimum w celu osiągnięcia maksymalnych efektów. Na ścianie w domu gdzie pracujemy mieliśmy nawet zawieszoną kartę z pytaniem „Czy jestem tylko aktywny czy rzeczywiście mam coś do zrobienia?“ aby ciągle przypominać sobie, że praca dla samej pracy nie ma sensu.

Książka genialnie opisywała jednak dużo większą liczbę idei i mitów z którymi większość z nas ma problem.

Po automatyzacji i eliminacji było uwolnienie, gdzie pojawiło się właśnie pojęcie miniemerytury jako środka fizycznego i psychicznego uwolnienia się od jednego miejsca i pracy dla samej pracy.

Miniemerytura to sposób na weryfikację i przetestowanie swoich fantazji i marzeń związanych z długim wypoczynkiem i zwiedzaniem świata. Zamiast całe życie czekać na ostateczne „odkupienie“ w postaci emerytury czemu nie spróbować już teraz dłuższej podróży aby sprawdzić „jak to smakuje“? Miniemerytura tak naprawdę to tylko pretekst aby w końcu spróbować coś zmienić i przestać odkładać.

Decyzja

Zrozumieliśmy w końcu że nigdy nie będzie idealnego momentu na realizację takiego czy innego mniej lub bardziej szalonego pomysłu. Zrozumieliśmy w końcu, że teraz jest właśnie najlepszy moment. Mamy możliwość pełnego dysponowania swoim czasem i nie mamy jeszcze dzieci (które swoją drogą jak opisuje Tim nie są, żadną przeszkodą w realizacji tego typu pomysłów). Zrozumieliśmy, że fizyczne ograniczenia są niczym w porównaniu z ograniczeniami psychicznymi jakie sami sobie narzucamy.

Postanowiliśmy więc wyjechać na miniemeryturę. Niżej opisuję dlaczego właściwie zdecydowaliśmy się na wyjazd i jakie były jego założenia.

Jaki jest problem z tradycyjnym postrzeganiem emerytury

Większość z nas postrzega emeryturę jako główny cel lub ostateczne “odkupienie”. To tak jakbyśmy wszystko co mamy zrobić najciekawszego w życiu mieli zrobić właśnie na emeryturze.

Ten sposób postrzegania emerytury jest błędny i niebezpieczny:

  • Zakłada, że nie lubisz tego co robisz i że przez większość życia pracujesz tylko po to aby móc odejść na wymarzoną emeryturę. Serio? Całe, życie robisz robotę, którą nienawidzisz i przez całe życie nic z tym faktem nie zrobisz?
  • Zakłada, że na emeryturze będziesz miał tak samo dużo sił i zdrowia jak mając 30,40 czy 50 lat. Serio? Naprawdę wierzysz, że mając 60 czy 70 lat będzie chciało Ci się robić to co odkładasz teraz?
  • Zakłada, że na emeryturze utrzymasz dotychczasowy standard życia. Serio? Szczególnie w Polsce wszystko wskazuje na to, że nie będzie to możliwe jeśli sam nie odłożysz odpowiedniej gotówki wystarczająca wcześniej i tym samym nie zmienisz swojego sposobu myślenia o emeryturze.
  • Zakłada, że przechodząc na emeryturę nagle zmienisz swoje wszystkie nawyki związane z odkładaniem. Serio? Wierzysz, że jeśli całe życie odkładasz wszystko na później to wszystkie złe nawyki zmienią automagicznie po przejśćiu na emeryturę?
  • Zakłada, że emerytura, nic nie robienie i ciągłe podróże nigdy Ci się nie znudzą? Serio? Skąd masz pewność, że po 6 miesiącach nie będziesz miał dość nowego emerytalnego życia?

Uświadomienie sobie tych rzeczy jest niezwykle istotne. Większość z nas robi podobne błędne założenia i co gorsza pod te błędne założenia projektuje potem całe swoje życie.

Myślę, że musimy nauczyć się nowego sposobu patrzenia na ten temat. Dopiero od niedawna mamy tak duże możliwośći w projektowaniu swojego życia, pracy zdalnej czy podróżowania. W przeszłości model pracy przez całe życie w jednym miejscu zakończony wymarzoną emeryturą miał rację bytu. Dziś rzeczywistość wygląda już inaczej. Raczej nikomu z nas nie będzie dane pracować całe życie w jednej firmie (dzięki bogu). Mamy też ogólnie dużo większe możliwości. Musimy nauczyć się tylko z nich korzystać.

Lean Startup, a miniemerytura

Główne przesłanie metody Lean Startup można sparafrazować stwierdzeniem, że “życie jest zbyt krótkie aby budować produkty, których nikt nie potrzebuje”.

Metoda wzięła się stąd, że wielu przedsiębiorcom wydaje się, że “jak mają pomysł to mają rację”. Efektem są całe nieudane projekty, firmy i chybione inwestycje.

Okazuje się, że firmy nie umierają z braku funkcji w produktach, zdolnych informatyków czy z braku ludzi. Firmy umierają z braku płacących klientów. Zamiast zweryfikować pomysł idzie się od razu dalej, buduje się firmę i produkt, którego nikt nie potrzebuje i nikt nie kupuje.

Czemu tak się dzieje? Musimy zrozumieć na początek czym jest startup. “Startup to ludzka instytucja stworzona z myślą o budowaniu nowych produktów lub usług w warunkach skrajnej niepewności.” jak definiuje ją Eric Ries. Kluczowe jest tutaj stwierdzenie skrajnej niepewności. Właśnie ta skrajna niepewność powoduje, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić ”mam rację” bez odpowiedniej weryfikacji swojego pomysłu na biznes. Lean startup pokazuje drogę jak podejść do weryfikacji swojego pomysłu. Metoda pozwala ograniczać marnotrawstwo związane z rozwojem firmy.

Miniemerytura jest dokładnie tym samym tylko w świecie własnych pomysłów, fantazji i marzeń. Okazuje się, że nasze marzenia są równie skrajnie niepewne jak budowa startupu. Zakładamy bowiem, że skoro mamy jakieś marzenie to mamy rację.

Skąd wiemy, że to o czym marzymy spodoba nam się? Skąd wiemy, że warto inwestować własny czas i pieniądze w realizację tego marzenia?

Próbując zastosować Lean Startup w codziennym życiu dojdziemy do podobných wniosków. “Życie jest zbyt krótkie aby marzenia odkładać i realizować te co do których nie mamy pewności, że są tego warte”.

Aby zbudować rentowną firmę musisz upewnić się, że produkt, który chcesz zaoferować rzeczywiście jest komuś potrzebny. Znalezienie odpowiedzi na to pytanie nie jest łatwe. W efekcie szukania odpowiedzi rodzi się model biznesowy firmy czyli sposób w jaki firma będzie zarabiać na swoim produkcie czy usłudze. Podobnie powinniśmy podchodzić do realizacji własnych marzeń.

Powinniśmy jak najszybciej potwierdzić, że warto realizować to marzenie. Najprościej po prostu jak najszybciej zacząć je realizować sukcesywnie, po kawałku, bez wymówek i odkładania. W imię zasady „Jak zjeść słonia? Po kawałku“.

Podsumowując zasady Lean Startup możemy śmiało stosować przy realizacji własnych pomysłów, marzeń i fantazji.

Co było najtrudniejsze przy organizacji

Aż wstyd o tym mówić ale mimo dużej możliwości dysponowania swoim czasem i wielu wcześniejszych zagranicznych wyjazdów podjęcie decyzji o miniemeryturze nie było proste. Co sprawiało tyle trudności?

  • Uwolnienie emocjonalne. To coś więcej niż odpowiednie zasoby finansowe i możliwość dysponowania swoim czasem. Uwolnienie emocjonalne wymaga zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, rutyn i demonów codziennej pracy. Fizyczna organizacja wyjazdu to pikuś i najmniejszy z problemów.
  • Odrzucenie lęków i obaw. Odrzucenie wszystkich wymówek i usprawiedliwień. Konieczność zrozumienia, że pytanie “Czy to dobry moment na taki wyjazd?” nie ma sensu bo moment zawsze jest tak samo dobry i jednocześnie tak samo zły.
  • Zdefiniowanie i zrozumienie czym ma być dla Ciebie ten wyjazd. Dla nas nie jest to ani urlop ani w pełni miniemerytura. Na wyjeździe będziemy normalnie pracować. Czym dla nas jest ten wyjazd piszę niżej.
  • Podjęcie ostatecznej decyzji o wyjeździe. Nam ta prozaiczna czynność zajęła jakieś 6 miesięcy. W kwietniu zaczęliśmy pierwsze poszukiwania miejsca i lokum. Poszukiwania zawsze kończyły się fiaskiem bo tak naprawdę nie byliśmy zdecydowani. Czemu? Patrz wyżej. Gdy w sierpniu była decyzja to fizyczna organizacja wyjazdu była już formalnością (znalezienie odpowiedniego miejsca, wybranie terminu i zakup biletów lotniczych, pakowanie itp.)
  • Organizacja firmy na czas nieobecności. Z tym mieliśmy najmniejszy problem. Od kilkunastu miesięcy organizujemy już UpMenu zdalnie więc obawa o firmę była najmniejszym problemem.
  • Sztuka minimalnego pakowania. Niezabieranie rupieci. Kupiliśmy bilet w jedną stronę i nie wiemy na ile zostaniemy (pierwotne założenie to 1 miesiąc). Musieliśmy więc zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy bez zabierania zbędnych dupereli.
  • Testy. Podczas wakacji robiliśmy sobie drobne lokalne testy podczas, których wyjeżdzaliśmy na bliżej nieokreślony czas na przykład do rodziców (ale było to najczęściej kilka dni). Pozwoliło nam to sprawdzić naszą organizację.
  • Internet! Brzmi śmiesznie ale była to jedna z największych obaw obok opisanych powyżej. Od razu mam przed oczami mema z hirerachią potrzeb Masłowa gdzie na samym dole jest Internet 😉 Tak wygląda jednak rzeczywistość. Aby pracować potrzebuję stabilnego Internetu. Niestabilny, który na przykład często się rozłącza (patrz neostrada) w praktyce uniemożliwia normalną pracę. Przerabiałem to już wielokrotnie. Zakup lokalnej karty SIM też przeważnie nie wchodzi w grę bo dziennie zjadam ok 0,5 GB transferuj. Niestety Internet to nadal nie prąd i woda.

Fizyczna organizacja wyjazdu

Tak jak wspomniałem wyżej fizyczna organizacja wyjazdu to już tylko formalność i najmniejszy problem w porównaniu z koniecznością podjęcia samej decyzji, wymówkami, uwolnieniem emocjonalnym i wcześniejszym przygotowaniem sobie gruntu w postaci pracy zdalnej i możliwości dysponowania swoim czasem.

W Internecie jest wiele świetnych materiałów opisujacych od A do Z proces organizacji wyjazdu. Sporo informacji znajdziesz też w książce „4 godzinny tydzień pracy“.

U nas ten proces wyglądał mniej więcej tak:

  • Przygotowanie gruntu
    Może to zająć od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Polecam książkę „4 godzinny tydzień pracy“ gdzie proces ten jest w pełni opisany. W dużym skrócie musisz doprowadzić do tego aby móc w pełni dysponować swoim czasem (czytaj praca zdalna)
  • Podjęcie decyzji
    Gdy możesz już dysponować swoim czasem musisz zdecydować się na wyjazd przezwyciężając masę swoich obaw, wymówek i dziesiątków wątpliwości.
  • Wybór miejsca
    My od początku celowaliśmy w „ciepły kraj poza głównym sezonem“. Rozważaliśmy hiszpańską Barcelonę, Walencję i Alicante. Wybraliśmy ostateczne Alicanta.
  • Wybór terminu i zakup biletów lotniczych
    My termin w pełni uzależniliśy go od cen biletów lotniczych. Wiedzieliśmy, że chcemy aby był to wrzesień. Ostatecznie wypadło na 23 września 2015. Bilety mieliśmy kupione jakieś 3 tygodnie przed tym terminem i niestety nie były w super okazyjnej cenie.
  • Apartament
    Dziś rezerwacja miejsca gdzie się zatrzymasz jest banalna. My skorzystaliśmy po prostu z portalu www.aribnb.com
  • Przygotowanie wyjazdu
    Aby na wyjeździe mieć święty spokój dobrze pozałatwiać sprawy, które ciężko będzie Ci zrobić zdalnie. My gdy tylko wybraliśmy termin stworzyliśmy sobie dokument z 3 kolumnami „Załatwić“, „Kupić“, „Zabrać“ i poświęciliśmy trochę czasu na uzupełnienie takiej „check listy“
Załatwić Kupić Zabrać
  • Transport na lotnisko
  • Odprawa online
  • Wydrukować rezerwację
  • Podrzucić klucze do mieszkania Krzysiowi
  • Wyrobić kartę walutową w banku
  • Sprawdzić czy walizki są dobre
  • Spisać dane kontaktowe i adres do mieszkania
  • Zapytać Hectora (nasz host) czy jest żelazko i jak najłatwiej dostać się do niego z lotniska
  • Fryzjer
  • Wizyta u lekarza
  • EKUZ (do ubezpieczenia zdrowotnego)

 

  • Buty do biegania
  • Waga
  • Krem
  • Torba podręczna
  • Leki
    • Ciśnienie
    • Uczulenie
    • Przeziębienie
  • Dokumenty
    • Paszport
    • EKUZ
    • Portfel z resztą dokumentów (standardowo)
    • Prawo jazdy
  • Elektronika
    • Laptopy
    • Ładowarki (laptopy i telefony)
    • Aparat fot.
    • Pendrive
    • Słuchawki
    • Głośnik bezprzew.
    • Kabel HDMI i przejściówka
  • Ubrania (standardowo)
  • Plecak
  • Suszarka
  • Książki
    • Słownik i rozmwóki hiszpańskie
    • Lean Startup, Running Lean, Inteligencja emocjonalna
  • Pieniądze na start (euro i polskie)

Oczywiście nie jest to pełna lista i żaden wzór. Większość i tak robiliśmy „z głowy”. Warto zachować sobie jednak swoją listę na później. Przy następnym wyjeździe będzie gotowiec.

Czemu to właściwie robimy?

Oczywiście oprócz zwiedzania i wypoczynku (głównie w weekendy i wieczorami) chcemy przy okazji zweryfikować kilka pomysłów, hipotez i mitów związanych z tego typu wyjazdem:

  • Czy rzeczywiście dobrze mieszka się w ciepłym kraju? Chcemy po prostu zweryfikować nasze własne wyobrażenie i fantazje na ten temat.
  • Ile taki wyjazd będzie ostatecznie kosztował uwzględniając fakt, że przenosimy na wyjazd wszystkie normalne domowe wydatki?
  • Czy będziemy chcieli zostać dłużej niż pierwotnie zakładany miesiąc? Kiedy zaczniemy myśleć o powrocie?
  • Jak taki wyjazd wpłynie na nasze codzienne rutyny. Czy nowe miejsce przyczyni się do zmiany niektórych nawyków? Jaki czas będzie potrzebny?
  • Czy rzeczywiście da się prowadzić firmę zdalnie ze świadomością, że rzeczywiście nie możesz się spotkać fizycznie?
  • Jak będzie się nam pracowało w innym miejscu?
  • Czy taki wyjazd poprawi komfort psychiczny? Mówiąc kolokwialnie praca w domu ciągle w jednym miejscu z ograniczonym kontaktem z ludźmi długofalowo ma swoje konsekwencje psychiczne 😉

Podsumowanie

W ciągu roku zorganizowaliśmy swoją pierwszą miniemeryturę od pierwszej myśli do wyjazdu. Kupiliśmy bilet w jedną stronę i zakładamy minimum 1 miesiąc pobytu. Dalsze plany wyjdą w praniu. Podczas wyjazdu będziemy normalnie pracować.

Możliwość fizycznego dysponowania swoim czasem nie oznacza, że jesteś już „wolnym“ człowiekiem. Musisz jeszcze przejść proces psychicznego uwolnienia się od jednego miejsca, bycia ciągle aktywnym i pracy dla samej pracy. My nawet nie zauważyliśmy, że mamy nowe możliwości. Po prostu z nich nie korzystaliśmy żyjąc jak dotychczas.

Miniemerytura to sposób na weryfikację i przetestowanie swoich fantazji i marzeń związanych z długim wypoczynkiem i zwiedzaniem świata. Zamiast całe życie czekać na ostateczne „odkupienie“ w postaci emerytury czemu nie spróbować by już teraz dłuższej podróży aby sprawdzić „jak to smakuje“? Miniemerytura tak naprawdę to tylko pretekst aby w końcu spróbować coś zmienić i przestać odkładać.

Fizyczna organizacja wyjazdu jest najmniejszym problemem. Największym wyzwaniem jest psychika i konieczność przezwyciężenia swoich wymówek, lęków, obaw i nawyków odkładania.

Lean Startup ma sporo wspólnego z miniemeryturą. W biznesie „Życie jest zbyt krótkie aby budować produkty, których nikt nie potrzebuje“. W codzienności “życie jest zbyt krótkie aby marzenia odkładać i realizować te co do których nie mamy pewności, że są tego warte”

Większość założeń i wyobrażeń jakie mamy na temat emerytury jest błędna. Jednocześnie duża część z nas odkłada realizację marzeń i fantazji właśnie na emeryturę projektując swoje życie pod te błędne założenia.

Skąd wiemy, że to o czym marzymy spodoba nam się? Skąd wiemy, że warto inwestować własny czas i pieniądze w realizację tego marzenia?

Zamiast całe życie czekać na ostateczne „odkupienie“ w postaci emerytury czemu nie spróbować już teraz dłuższej podróży czy odpoczynku aby sprawdzić „jak to smakuje“? Miniemerytura tak naprawdę to tylko pretekst aby w końcu spróbować coś zmienić i przestać odkładać. Miniemerytura i metoda Lean Startup to sposób na weryfikację i przetestowanie swoim pomysłów już teraz, a nie za 30 lat.

Na koniec

Chcielibyśmy podobną technikę stosować do weryfikacji innych pomysłów. Zawsze myśleliśmy z Anią o własnym domku nad jeziorem. Mamy pomysł aby w najbliższe wakacje taki właśnie dom wynająć na okres całych wakacji :)

Chętnie też usłyszę jakie masz przemyślenia na ten temat. Pisz śmiało.

Jeśli historia przedstawiona w tym artykule jest dla Ciebie interesująca lub znasz kogoś komu może się przydać lub pomóc udostępnij artykuł.

Kilka fotek

Jako, że artykuł kończyłem w samolocie i w pierwszych dniach wyjazdu wrzucam kilka zdjęć :)

Lotalicante-lot

Dolecieliśmyalicante-ja

Widok z oknaalicante-widok-z-okna2

Widok z okna z drugiej stronyalicante-widok-z-okna

Przed domemalicante-przed-domem

Fast foody przy plaży alicante-big-mac

Plażing leżingalicante-ania

Zwiedzanie plażyalicante-plaza

Nowe biuroMiniemerytura - Nowe biuro na najbliższy miesiąc

Wieczóralicante-ksiezyc-i-palmy

 

  • Pawel Jurdeczka

    Szacun wielkiza podejście i realizację. Podsumowało to o czym myślę od dłuższego czasu. Dało kopa do działania i przemyślenia wielu rzeczy… czy jest gdzieś wpis z efektami walidacji hipotez? :)

    • Marcin Muras

      Hej. Fajnie słyszeć! Jeśli chodzi o walidację hipotez to jeszcze nie ma bo wyjazd jeszcze trwa :) Na pewno podzielę się przemyśleniami po powrocie. Powodzenia!

  • Rafał Namieciński

    Emerytura to dla mnie pojęcie z krainy pracy etatowej, nie z biznesu. I to pojęcie mocno przereklamowanie. Niby na emeryturze człowiek sobie może tylko leżeć, odpoczywać, kaskę dostaje za free od państwa, raj na ziemi po prostu. Miliony ludzi pracują przez większość życia marząc wciąż od emeryturze. Potem się okazuje, że emerytura i owszem, ale nie w wieku 65 lat jak obiecywano, ale 67 a może i 70 i nie jak obiecywano 75% pensji, ale 35%, więc godnie się za to nie pożyje. Jeszcze później się okazuje, że jak człowiek jest już na tej emeryturze to się nudzi, tęskni za pracą, dorabia, albo i jeszcze gorzej posiedzi na emeryturze parę miesięcy i umiera. Z tego wszystkiego jest dla mnie wniosek żeby pieprzyć emeryturę. W ogóle zapomnieć o istnieniu takiego pojęcia, a już zwłaszcza jak się jest przedsiębiorcą. Przedsiębiorca standardowo może sobie teraz spędzać dowolne ilości czasu w dowolnym miejscu na świecie (bo np. zarządza firmą zdalnie używając Firmao :) ) i pracować przez dowolną część dnia, kiedy mu się chce. A ponieważ biznes się robi dla funu to wiadomo, że prawdziwy przedsiębiorca będzie robił jakieś biznesy do swojego ostatniego dnia i nigdy nie będzie potrzebował czegoś takiego jak emerytura.

  • Marcin Godlewski

    Nie odbierz tego źle, ale pojęcie mini emeryturka jest jak na ~miesięczny urlop trochę przerysowane. To po prostu dobre wakacje…a i też nie, bo przecież pracujecie. Taki test możliwości zarządzania firmą zdalnie z przyjemnie ciepłego południa. Ale dobrze się czytało …gratuluje i życzę samych sukcesów! :)

    • Marcin Muras

      Hej Marcin.
      Dzięki za komentarz.

      Zdecydowanie jeśli spojrzysz tylko na kryteria jak „długość trwania wyjazdu” i „pracuję / nie pracuję na wyjeździe” to wyjdzie Ci „fajne, dłuższe, wakacje przerywane pracą”. Na początku nawet o tym spominam „Może nie jest to jeszcze miniemerytura w 100% gdyż podczas wyjazdu będziemy normalnie pracować ale jest dla nas ważnych krokiem i ciekawym eksperymentem”

      Prawdziwa istota problemu polega na:
      – błędnym postrzeganiu samej emerytury jako ostatecznego odkupienia
      – ciągłym odkładaniu takich czy innych pomysłów i fantazji
      – nie testowaniu tego typu fantazji
      – zmuszeniu się do przezwyciężenia lęków i obaw
      – wygenerowaniu sobie możliwości pracy zdalnej (etap zniknięcia)

      Sam wyjazd to tylko pewne zwieńczenie i „formalność” bez względu czy wyjdzie 1,3 czy 6 miesięcy. Wszystko rozbija się o psychę i cały etap „przed”.
      Polecam spróbować.

      Pozdro

  • barra

    a macie dzieci ?

    • http://www.marcinmuras.com Marcin Muras

      a czemu pytasz? :)

      • barra

        no bo to dodatkowy shitload pozycji na liście i troche dodatkowych reguł decyzyjnych. zwłaszcza w kolumnie zyski/straty społeczne typu babcia w sąsiedniej dzielnicy. są oczywiście ludzie którzy i z dziećmi tak umieją, ale to zawsze ciut trudniej.
        no, tak czy siak pozdrawiam i gratuluję :)

        • http://www.marcinmuras.com Marcin Muras

          Świetnie to ująłeś! Nie mam jeszcze dzieci więc dla mnie to tylko teoria ale podobno da się takie wyjazdy ogarniać również w takim przypadku. Jak napisałeś jest to wtedy większe wyzwanie logistyczno społeczne :)

          • Zbignie Kosowsk

            Bardzo zabolało mnie określenie „shitload”. Nigdy bym tak nie nazwał swoich dzieci.

            Wkurza mnie jak ktoś mówi, że kobieta wychowująca w domu dzieci nie pracuje.
            Może trudno będzie Wam w to uwierzyć,ale mam 8 dzieci i wyjazd za granicę z dziećmi jak na razie nie wchodzi w grę. Powodów jest wiele przede wszystkich ze względu na koszty trzeba je pomnożyć razy 10 jeśli chce się funkcjonować w tak zwanym normalnym świecie.

            Dwójka dzieci to nie jest problem. Na miesiąc można je zostawić u dziadków. Ósemki dziadkom już nie zostawisz, nawet nie znajdziesz opiekunki. Jedna osoba nie da rady, trzeba szukać dwóch a nawet trzech. Jak widać problem skali jest istotny.

            Raz udało nam się z żoną wyjechać na 5 dni za granicę. Do opieki zaangażowane były 3 osoby dorosłe. Jedna od rana do wieczora w kuchni, druga z dziećmi a trzecia dowoziła do szkoły muzycznej i robiła zakupy. Kilka innych angażowało się w „umilanie życia”.

  • http://adrianbienias.pl Adrian Bienias

    Gratuluję decyzji. Sam podjąłem podobną, tyle że w kierunku Azji i tak minęło mi już ponad pół roku. Chociaż trochę mi brakuje europejskich klimatów i też myślę nad ulokowaniem się w przyszłym roku w okolicach Hiszpanii.
    Jak wyglądają tam koszty życia w porównaniu do PL? Podobnie, drożej, dużo drożej? Mam na myśli głównie ceny wynajmu i jedzenia.

    • http://www.marcinmuras.com Marcin Muras

      Super. Czyli można powiedzieć, że wyjechałeś już na stałe :)
      Gdzie konkretnie przebywasz i jak tam wyglądają koszty?

      Jeśli chodzi o Hiszpanię to koszty jedzenia x2 w porównaniu z polskimi. Koszty wynajmu mieszkania trzeba liczyć, że zaczynają się od 3000 zł / miesiąc w górę. Dużo będzie zależało od miejsca, standardu itp.

      • http://adrianbienias.pl Adrian Bienias

        Aktualnie w Malezji – Kuala Lumpur – koszty są bardzo zbliżone do polskich.
        Tutaj masz np. ceny produktów w tesco http://eshop.tesco.com.my/
        Koszty wynajmu – chyba trochę wyższe, ale w cenie masz znacznie więcej niż w PL (np. basen, siłownie, saunę, kort do squasha, całodobową ochronę budynku itp.)
        Dalej (gdy skoczy mi się tutaj umowa wynajmu) celuję w Tajlandię bo wydaje mi się, że koszta są tam niższe, a standard życia bardzo podobny do malezyjskego.
        Próbowałem też swoich sił przez miesiąc na FIlipinach, ale dla mnie to zbyt dzikie miejsce 😉

        Ok, dzięki za info. Czyli wychodzi na to, że w Europie tylko na wschodzie jest tanio :)

        Dla ludzi, którzy jadą pracować na miejscu to w sumie bez różnicy, bo zarabiają w lokalnej walucie, ale przeliczanie złotówek na euro czy o zgrozo funty może z średniej klasy w Polsce czy Azji zrobić biedaka w zachodniej Europie :)

  • iza w

    Najlepsza decyzja! Wiem, bo sama pół roku temu powiedziałam: zwalniam się z pracy. Decyzję podjęłam w jeden dzień: dwa miesiące byłam wolontariuszem w stadninie koni w Bieszczadach, następnie wyjechałam do Tajlandii, Portugalii, a obecnie przebywam u mojej koleżanki w Gruzji. Mogę powiedzieć jedno : to była najlepsza decyzja w moim życiu: podróżuje, poznaje ludzi, realizuje marzenia i trzymam za Was kciuki!