Jak budowałem startup czyli historia powstania pewnej firmy

Jak budowałem startup czyli historia powstania pewnej firmy

Ostatnie kilka lat to jeden z najintensywniejszych rozdziałów w moim życiu nie tylko zawodowym ale i prywatnym. Co najważniejsze okres ten był jednocześnie największą lekcją przedsiębiorczości, biznesu i życia.

Mimo braku spektakularnych sukcesów na miarę Facebooka, Google czy nawet rodzimego Brand24 (podziwiam Michała Sadowskiego i jego zespół za tak spektakularny rozwój i świetny marketing) miałem możliwość robić ciekawe rzeczy, które w jakiś sposób zmieniły moje życie i sprawiły, że stało się ono dużo łatwiejsze i przyjemniejsze.

Niesamowite jest to jak doświadczenie zdobyte przy okazji budowania firmy “rozlewa” się na wszystkie inne obszary życia.

Spostrzeżeniami i doświadczeniami z tym związanymi chciałbym się z Wami podzielić. Postanowiłem zacząć od samego początku opisując ostatnie kilka lat.

O czym będzie artykuł

O historii powstania i rozwoju UpMenu. To w sumie 7 lat doświadczeń i 3 duże pivoty.

Jest to jednocześnie historia upadku innego projektu. Opisuję tutaj jak UpMenu narodziło się na zgliszczach tego nieudanego projektu, jak przeinwestowaliśmy, musieliśmy wymienić praktycznie cały zespół i zacząć pracować zdalnie czy jak przeholowaliśmy z założeniami i zdecydowaliśmy się równolegle zaangażować w dodatkowe projekty. Wszystko to na przestrzeni kilku ostatnich lat.

W osobnym artykule opisałem najważniejsze lekcje z tego okresu:
http://www.marcinmuras.com/60-najwazniejszych-lekcji-czyli-czego-nauczylem-sie-w-ostatnich-latach-budujac-firme

Jak to się zaczęło

Od 2008 roku rozwijam biznes w branży restauracyjnej związany z zamawianiem jedzenia przez Internet. W 2008 roku wraz ze znajomymi z pracy stworzyliśmy portal do zamawiania jedzenia online Fudeo.pl.

W Internecie w kilku miejscach można znaleźć jeszcze stare informacje prasowe (np. http://mamstartup.pl/news/254/fudeo-pl-zamow-jedzenie-przez-internet). Portal oczywiście już  nie istnieje.

Jako 4 osobowy zespół z zerowym doświadczeniem w biznesie, marketingu czy sprzedaży byliśmy skazani na porażkę. Na nasze szczęście nie byliśmy wtedy tego świadomi.

Nie mając żadnego doświadczenia i inwestując śmieszne kwoty (nie licząc masy naszego prywatnego czasu) udało nam się doprowadzić do uruchomienia portalu. Nawiązaliśmy nawet współpracę z kilkudziesięcioma restauracjami, w których można było zamówić jedzenie. Całkiem nieźle jak na zerową inwestycję i zerowe doświadczenie.

Rynek zamówień w 2008 roku

Pamiętajcie, że był to rok 2008. W Polsce nie było jeszcze żadnych zagranicznych gigantów jak Foodpanda czy PizzaPortal (PP). PizzaPortal ruszyła w Polsce dopiero w 2010 roku.  Rynek zamówień online praktycznie nie istniał.

Fudeo przynajmniej w naszym mniemaniu był innowacją. W tamtym czasie działało w Polsce kilka mniejszych portali typu NetKelner, Szama.pl czy Delivero.pl. Niektóre z nich istniały od kilku lat ale nie rozwijały się (i nigdy już nie rozwinęły) tak jak zrobiła to później PizzaPortal (z mojej strony należą się szczere gratulacje dla Lecha Kaniuka, że zdołał w tak szybkim tempie skonsolidować i opanować rynek zamówień online!)

Swoją drogą praktycznie wszystkie te mniejsze portale zostały później kupione przez PP. Nawet sami prowadziliśmy w tamtym czasie rozmowy z PP o sprzedaży Fudeo. Nasz projekt był jednak na tyle mały, że oferowane przez PP kwoty były niewielkie. Projektu nie opłacało się po prostu sprzedawać. Po kilku rozmowach wróciliśmy do swoich codziennych obowiązków.

Mówiąc dzisiejszych językiem to nie był czas na exit. Projekt rozwijaliśmy więc dalej.

Szukanie inwestora

W okolicach 2011 roku zaczęliśmy rozglądać się za inwestorem. Mieliśmy wrażenie, że pieniądze rozwiążą wszystkie nasze problemy i portal automagicznie (sic!) sam zacznie się rozwijać.

Z perspektywy czasu widzę jak mocno skupialiśmy się wtedy na nie tym co potrzeba. Brakowało nam wszystkiego tylko nie pieniędzy. Zamiast zdobywać wiedzę jak prowadzić biznes, jak wygląda nasz rynek, jak robić marketing, jak robić sprzedaż skupiliśmy się na szukaniu finansowania.

Oczywiście w poszukiwaniu inwestora też byliśmy skazani na porażkę

Tak jak poprzednio nadal jednak nie byliśmy tego świadomi. Odbyliśmy kilka spotkań z inwestorami. Projekt i nasze małe doświadczenie nie przyciągały wielu chętnych do współpracy. Z perspektywy czasu oczywiście widzę, że popełniliśmy wszystkie możliwe błędy wymieniane w podstawowych przewodnikach ‘jak szukać finansowania. W skrócie mieliśmy mocno wygórowane oczekiwania finansowe nie mając jednocześnie podstawowej wiedzy i materiałów (jak chociażby elevator pitch’a czy pitch deck’a)

Jest inwestor (prawie)

Na jednym ze spotkań w Łodzi (konkretnie w Gilidii Aniołów Biznesu) poznaliśmy Marka, który mimo naszego małego doświadczenia podszedł do tematu niekonwencjonalnie (w porównaniu z pozostałymi spotkaniami). Zamiast deklarować jawnie zainteresowanie projektem (lub jego brakiem) w przeciągu następnych kilkunastu tygodni (dokładnie trwało to 6 miesięcy z drobnymi przerwami) zaczął zasypywać nas masą przeróżnych pytań.

A jak duży jest rynek? A jak ten rynek wygląda? A jak zamierzacie zdobywać klientów? A jak wygląda..? A jak zamierzacie to..? A jak zamierzacie tamto..?

Te pytania zmuszały nas do dokładniejszej analizy naszego biznesu. Odpowiedzi rodziły natomiast kolejne pytania. Poszukiwanie odpowiedzi i analiza biznesu była  dla nas niczym innym jak procesem uczenia się (tak teraz już wiem, że istnieje lean startup).

Tak rodziło się coś na kształt biznes planu, a proces nauki i pytania Marka były swoistym due dilligence.

Kończymy z tym

W styczniu 2012 roku po 6 miesiącach takiego wspólnego poszukiwania odpowiedzi i wspólnej nauki na projekcie Fudeo” doszliśmy do wniosku, że… portalu w takiej postaci, z naszym doświadczeniem (jego brakiem) i niewielkim budżetem nie warto rozwijać.

Dobre nie?! 6 miesięcy wspólnej pracy i taki gwóźdź na koniec?

Pamiętajcie, że w Polsce od 2010 roku bardzo mocno działał już PizzaPortal, a na horyzoncie pojawiały się kolejne portale jak Pyszne.pl czy jeszcze później FoodPanda.

Portal do zamówień jedzenia online w modelu B2C potrzebuje dużych  inwestycji aby z jednej strony pozyskać wystarczającą liczbę restauracji, które “wstawią swoje jedzenie na wirtualne półki portalu”. Z drugiej strony portal musi zbudować ogólnopolską markę aby przyciągnąć odpowiednią liczbę zamawiających. Tylko wtedy jest w stanie wygenerować wystarczającą liczbę zamówień i wystarczającą dla siebie prowizję aby model biznesowy stał się rentowny.

Pierwszy pivot – narodziny UpMenu

Tak się złożyło, że i ja i Marek mieliśmy do tej pory większe doświadczenie w pracy z firmami w modelu B2B. Tak narodził się pomysł aby zamiast modelu B2C przyjąć model B2B. Produktem miał być system zamówień online dla restauracji ale dostarczany restauracjom pod ich własną marką (czyli taki specjalistyczny sklep dla branży restauracyjnej w modelu SaaS).

Pierwsze rozmowy o tym modelu pojawiły się jakieś 3 miesiące wcześniej. Natomiast co najciekawsze w Fudeo jakieś 2 lata wcześniej mieliśmy jednego (tak tylko jednego) klienta, któremu zbudowaliśmy stronę www i uruchomiliśmy zamówienia na jego własnej stronie. Wtedy jednak nikt z nas nie zauważył potencjału w tym modelu biznesowym!

Ok. Był pomysł i potrzebowaliśmy go zweryfikować. W końcu dlaczego ten model B2B miałby być lepszy od portalu w modelu B2C?

Pierwszy klient i weryfikacja modelu biznesowego

W toku naszego 6 miesięcznego nazwijmy go procesu due dilligence odbyliśmy sporo spotkań z osobami z zewnątrz aby porozmawiać o obecnym i nowym pomyśle. Doświadczenia w rozwijaniu produktu w modelu SaaS też wielkiego nie mieliśmy.

Jednymi z tych osób był Marek Miller i Łukasz Felsztukier, którzy (konkretnie chyba Marek) na jednym ze spotkań zaproponowali, że mogą spróbować umówić nam spotkanie z największą siecią pizzerii w Polsce DaGrasso.

DaGrasso rozważało akurat w tamtym momencie uruchomienie u siebie zamówień online na swojej stronie. Była to więc świetna okazja aby zweryfikować nasz pomysł i jednocześnie spróbować pozyskać pierwszego klienta. Spotkanie z DaGrasso rzeczywiście się odbyło. Na spotkaniu przedstawiliśmy możliwość zbudowania takiego systemu specjalnie dla ich marki bazując na naszych doświadczeniach zdobytych przy Fudeo. Pomysł chwycił. Kilkanaście tygodni trwało jeszcze dogadywanie szczegółów technicznych projektu, tworzenie umowy, wyceny itp.

Pamiętam, że mieliśmy wtedy bardzo jasno widoczne dwie możliwości. Albo zajmiemy się czymś zupełnie nowym (razem lub osobno) albo uda się podpisać umowę z DaGrasso i wtedy zdecydujemy się na start z nową firmą w nowym modelu. Komfortowo było mieć tak klarowną sytuację!

Start UpMenu

W styczniu 2012 udało się podpisać umowę z DaGrasso. Wspólnie z Markiem i Anią (która jako jedyna została z pierwotnego zespołu Fudeo, który rozpadł się w międzyczasie) założyliśmy nową spółkę zgodnie z wcześniejszą deklaracją. Aby było choć trochę romantycznie zrobiliśmy to 13 lutego dzień przed walentynkami.

Projekt UpMenu narodził się więc na zgliszczach portalu Fudeo jako ogromny pivot z tegoż projektu.

Budowa zespołu i produktu

Od stycznia 2012 roku kiedy powstało UpMenu do kwietnia 2014 roku (28 miesięcy) sporo inwestowaliśmy w budowę rozwiązania. Pierwsze zamówienie online jako UpMenu obsłużyliśmy dopiero 3 września 2012 roku czyli dopiero po 9 miesiącach od startu i rozpoczęcia budowy nowego systemu. W tym czasie oczywiście już pozyskiwaliśmy klientów i prowadziliśmy normalną sprzedaż mimo, że fizycznego produktu jeszcze nie było. Czekali oni na uruchomienie nowej usługi. Budowa produktu była jednak prosta w porównaniu z całą resztą.

W tym czasie największą inwestycją (czasową i finansową) na której najbardziej nam zależało był zespół. Od początku wynajęliśmy w miarę reprezentatywne biuro w centrum miasta. Zakładaliśmy że fajne biuro nie tylko będzie po prostu miejscem pracy ale będzie też elementem budowania marki i pozwoli pozyskiwać lepszych pracowników. Było to trochę naiwne i w naszym przypadku kompletnie się nie sprawdziło. Ale rzeczywiście dobra lokalizacja i biuro w którym ludzie czują się po prostu dobrze pomaga i jest ważnym elementem budowy firmy.

Wolniejszy rozwój i koniec zainwestowanych środków

Po tych 28 miesiącach zaczęły kończyć się zainwestowane środki. Obserwowaliśmy również, że UpMenu rozwija się wolniej niż zakładaliśmy (jak wiemy excel przyjmie wszystko). Zaczęliśmy też dochodzić do wniosku, że obecny model współpracy z ludźmi się nie sprawdza. Wszystkich ludzi zatrudnialiśmy zawsze “na etat” co w finale doprowadzało trochę do sytuacji “czy się stoi czy się leży pensja się należy”. Często z powodu naszych własnych błędów w zarządzaniu. Błędy te nazwałbym brakiem umiejętności w zarządzaniu ludźmi połączone z bardzo szybko zmieniającym się środowiskiem pracy w firmie (czy jak kto woli w startupie). Przez te 28 miesięcy budowaliśmy w końcu od zera całkowicie nowy produkt, markę, zespół i sprzedaż. To musiało się szybko zmieniać. Dodajmy, że ani ja, ani Marek czy Ania nie robiliśmy tego wcześniej. Mieliśmy trochę doświadczeń po Fudeo (piszę o tym tutaj: …) Ale największe wnioski po Fudeo były takie, że musimy się jeszcze wiele nauczyć :).

“Startup to organizacja stworzona w celu wykreowania nowego produktu lub usługi w otoczeniu wielkiej niepewności” jak podaje Eric Ries w The Lean Startup. Idealnie wpisywaliśmy się w tą definicję.

Okazało się, że w takim środowisku zespół na etacie nie do końca się sprawdza (w naszym przypadku). Nie ma w firmie gotowych procesów gdzie pracownik przychodzi i wie co będzie robił. Nie ma gotowych stanowisk. Rodzi się wszystko. Do takiego środowiska pracy potrzeba specyficznej grupy ludzi, która jest w stanie nie tylko zaakceptować spore ryzyko związane z miejscem pracy (nie wiadomo czy projekt się powiedzie) ale jest w stanie zaakceptować częstą zmianę swoich obowiązków lub/i sposobu pracy. W tak młodej firmie wszystko żyje, wszystko pracuje i wszystko się zmienia. Z dnia na dzień.

Drugi Pivot – nowy zespół i praca zdalna

W końcu zrozumieliśmy, że przeinwestowaliśmy i że budowa zespołu etatowego + kończące się środki + wolniejszy niż zakładaliśmy rozwój UpMenu wymaga od nas mocnej reakcji.

Postanowiliśmy zrobić coś szalonego. W najbardziej gorącym okresie gdy firma pozyskiwała sporo nowych klientów postanowiliśmy pozbyć się biura i zbudować kompletnie nowy zdalny zespół na nowych zasadach.

Przez najbliższe miesiące mieliśmy przejąć na siebie wszystkie obowiązki poprzedniego zespołu aby jeszcze lepiej zrozumieć jakie procesy zachodzą w firmie i co jest do robienia (jakie konkretne czynności). Na tej podstawie mieliśmy lepiej zrozumieć kogo potrzebujemy i o jakich kompetencjach. Z czasem w miarę naturalnie zaczęliśmy poszukiwać nowych osób o określonych umiejętnościach, dobrej organizacji, gotowych pracować zdalnie i w sporej niepewności.

Wynagrodzenie nie miało już zależeć od stanowiska, a od wykonywanych czynności (konkretnych zleceń) i efektów.

Nigdy nie byliśmy sknerami (przez kilkanaście miesięcy sami nie mieliśmy żadnych pensji tylko dlatego aby płacić je zespołowi) więc nie chodziło nam tylko o ograniczanie kosztów. Oczywiście rozliczanie za konkretne zlecenia i efekty ma swoje dobre strony gdyż pozwala zamienić koszty stałe (pensji) na koszty zmienne. Jest klient, jest robota do zrobienia, jest koszt. Nie ma klienta, nie ma roboty do zrobienia, nie ma kosztów.

Najbardziej zależało nam na współpracy z innym typem ludzi, którzy akceptują większe ryzyko i patrzą na taką współpracę nie jak na “ciepłą posadkę” ale jak na pewnego rodzaju wyzwanie, możliwość zdobycia fajnego doświadczenia czy wręcz rozwój własnej marki niezależnie od współpracy z nami. Fajnym przykładem jest jeden z pierwszych pracowników Bartłomiej Konopka. Bartłomiej zajmuje się front-end developmentem i projektowaniem stron www. Najpierw pracował w UpMenu przychodząc do biura, potem zaczął pracować zdalnie, a obecnie rozwija już własne studio projektowe. Nadal współpracujemy. Zawsze bardzo mocno kibicujemy takim ludziom. Z takim zespołem chcemy właśnie współpracować!

Praca zdalna z nowym zespołem

Minął ponad rok od zmiany modelu współpracy i pozbyciu się biura. Była to jedna z najlepszych decyzji w firmie!

Obecnie wszyscy pracujemy zdalnie (w sumie kilkanaście osób). Ze starego 6 osobowego zespołu zostały tylko 2, które już wtedy współpracowały z nami na zasadzie zleceń. Nie mamy fizycznego stałego biura gdzie codziennie przychodzimy na określoną godzinę. Każdy pracuje gdzie chce i w sporej części czasu kiedy chce. Nie kontrolujemy czasu pracy. Ufamy współpracownikom. Rozliczamy się po prostu z efektów. Praca zdalna i ten sposób organizacji firmy nie wymaga od nas więcej pracy. Wymaga lepszej organizacji co ostatecznie i tak wszystkim wychodzi na dobre.

Wyobraź sobie, że mamy tylko jedną, wspólną, z góry ustaloną telekonferencję raz na tydzień z zespołem. Cała reszta załatwiana jest przez email, zadania i trochę przez telefon i skype całkowicie asynchronicznie.

Trzeci pivot – dodatkowe projekty

Jak pisałem wcześniej rozwój UpMenu wiązał się w ostatnich latach ze 100% skupieniem i inwestycją czasu w ten jeden projekt. Od początku wiedzieliśmy, że jeśli się nie powiedzie, a my zainwestujemy w to kilka lat życia to jedyna rzecz jaka zostanie to zdobyte doświadczenie. Dla mnie przez długi czas było to w sumie budujące i dawało pewien psychiczny komfort “Jeśli nie ten projekt to następny bazując na zdobytym doświadczeniu”. Jednocześnie wracało pytanie “Czy jest to najlepsza rzecz jaką mogę robić w życiu w tym momencie?” Jako, że mimo usilnych starań nie mogłem wymyślić lepszego zajęcia dalej rozwijałem UpMenu.

Ania i Marek jako pierwsi zrozumieli, że wkład (mentalny i czasowy) jaki zrobiliśmy w projekt do 2014 roku pozwala (czy nawet wymaga dla psychicznego zdrowia) na wprowadzanie kolejnej zmiany. Zmiana ta miała polegać na coraz większym delegowaniu obowiązków zespołowi. Dzięki temu mielibyśmy możliwość mentalnego odsapnięcia od podstawowych obowiązków i tym samym zyskalibyśmy więcej wolnego RAM’u (mówiąc językiem IT) na inne projekty. W końcu siedzenie długo w jednym miejscu i ciągłe skupianie się nad jedną rzeczą naturalnie męczy i ogranicza.

Obserwowaliśmy też, że w UpMenu musimy zadowolić się wolniejszym niż zakładaliśmy (ale w miarę stabilnym) wzrostem. Oznaczało to ni mniej ni więcej, że spektakularnych kokosów w najbliższym czasie nie będzie. Tak zgadza się.  Szlochaliśmy bardzo mocno gdy uświadomiliśmy sobie, że nie zostaniemy drugim Google czy Facebookiem.

Marek i Ania z moich opowieści wiedzieli też jak dobrze wygląda obecnie rynek IT w Polsce. Jak duże jest zapotrzebowanie na informatyków i ile jest fajnych projektów, które dodatkowo pozwalają świetnie zarobić.

Splot tych wydarzeń spowodował, że we wrześniu 2014 roku po namowie Ani i Marka (i moich usilnych ale bezskutecznych próbach odwrócenia ich od tego pomysłu) obok UpMenu zdecydowałem, że spróbuje znaleźć nowy projekt IT, w którym mógłbym uczestniczyć. Udało się to w przeciągu miesiąca. W październiku realizowałem już pierwszy projekt jako kontraktor. Niektórzy mogą nazwać to powrotem do pracy w zawodzie programisty :)

Traktowałem to jako swego rodzaju eksperyment. Nikt nie wiedział co z tego wyniknie i jaki to będzie miał wpływ na UpMenu.

Trochę przypomina mi to co pisał ostatnio Paweł Kadysz, a propo projektu Tookapic, który zmienił jego życie http://pwlk.pl/artykul/jak-prosty-projekt-poboczny-zupelnie-zmienil-moje-zycie.

Po prostu zdecydowaliśmy wspólnie w UpMenu, że jest to najlepszy moment aby zrobić coś nowego poza UpMenu.

Od tej decyzji minął już rok. I wiecie co? To była świetna decyzja (i kolejna dobra rada Ani i Marka). Jak się okazuje zmiany zawsze rodzą nowe możliwości, których nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Pojawiły się nowe fajne kontakty, nowe doświadczenie, inne spojrzenie na niektóre rzeczy. No i pojawiła się dywersyfikacja ryzyka i trochę kasy z innego źródła. Fajnie, że mogę liczyć na takich wspólników, którzy ludzi stawiają ponad korzyść firmy. Istniało przecież ryzyko, że na dobre zajmę się czymś innym angażując się w UpMenu coraz mniej.

Podsumowanie

Startując z przypadkowym projektem Fudeo, a potem z UpMenu w życiu nie przypuszczałem, że przygoda ta będzie trwała tak długo, będzie w niej tyle zwrotów akcji i że tak mocno wpłynie na całe moje życie.

Nie byłbym sobą gdybym nie spróbował wyciągnąć z tego jakiś lekcji. Koniecznie przeczytaj ten artykuł gdzie opisałem najważniejsze z nich: http://www.marcinmuras.com/60-najwazniejszych-lekcji-czyli-czego-nauczylem-sie-w-ostatnich-latach-budujac-firme/

Jeśli historia była dla Ciebie ciekawa lub wiesz, że może być ciekawa dla kogoś innego udostępnij proszę ten artykuł. Będzie to dla mnie ogromna motywacja do dalszej pracy i pisania!

Jeśli chciałbyś o czymś podyskutować pisz śmiało w komentarzach.

  • Marcin Lulkiewicz

    Skąd wzięliście pieniądze na rozwinięcie Fudeo? Mieliście odłożone pieniądze na to biuro i pracowników? Znalazł się jakiś inwestor czy wzięliście pożyczkę?

    • http://www.marcinmuras.com Marcin Muras

      Hej. Przy Fudeo nie mieliśmy jeszcze biura i pracowników. Robiliśmy wszystko własnymi siłami założycieli. Jak pisałem w tekście dopiero w okolicach 2011 roku zaczęliśmy szukać inwestora (błędnie zakładając jednak, że potrzebujemy pieniędzy podczas gdy tak naprawdę potrzebowaliśmy wiedzy i doświadczenia w biznesie). Najważniejsza lekcja jest taka. Jeśli zakładasz startup upewnij się, że na pewno Twoim największym problemem jest brak pieniędzy. Szczególnie na początkowym etapie budowy prototypu czy MVP. Często ten problem leży zupełnie w innym miejscu jak u nas. Pierwszy najlepszy moment na szukanie inwestycji pojawia się często gdy masz już pierwszych płacących klientów lub chociażby działające MVP.

      Polecam ten tekst gdzie zebrałem sporo tego typu lekcji: http://www.marcinmuras.com/60-najwazniejszych-lekcji-czyli-czego-nauczylem-sie-w-ostatnich-latach-budujac-firme/

  • Łukasz Z.

    Hej Marcin. Co sądzisz o inkubatorach przedsiębiorczości? Widziałem że udzielasz się w nich. Czy Twoja firma startowała także w inkubatorze? Jeśli nie to co Cię skłoniło do udzielania się tam?
    Pozdrawiam.

    • http://www.marcinmuras.com Marcin Muras

      Nie startowaliśmy w inkubatorze. Co o nich sądzę? Inkubatory czy jakiekolwiek inne tego typu przedsięwzięcia należy traktować jako dodatek. Żaden inwestora, inkubator czy jakakolwiek instytucja nie zbuduje za Ciebie biznesu. Jeśli więc tak to traktujesz to czemu nie. Jak zacząłem? Ktoś z AIP zadzwonił kiedyś i zapytał czy nie chciałbym się z kimś spotkać i pomóc w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Zgodziłem się. Czemu się udzielam? Można powiedzieć, że robię to w ramach treningu. Od czasu do czasu fajnie po prostu zrobić coś innego :)

  • Kuba

    Bardzo ciekawy artykul, szczegolnie koncowka. W moim przypadku wlasnie zarobki programistyczne to troche taka zlota klatka: pracujac dla zagranicznych klientow mozna wyciagnac spokojnie 20+ tys miesiecznie; stworzenie w polskich realiach startupu ktory chociaz wyrowna te zarobki wydaje sie nielada wyzwaniem. I troche to brzmi jakby firma mogla byc ‚pelnoetatowym hobby’, a kontrakty podstawowym zrodlem dochodow

    • http://www.marcinmuras.com Marcin Muras

      Często tak to właśnie wygląda. Zarabianie w IT jest dużo prostsze niż budowanie własnego biznesu.

  • http://gruzzer.pl GRUZZER

    Bardzo dziękuję za obszerne i jasne opisanie tego tematu.